
Podstawowym założeniem jakim kierowali się twórcy sieci sklepów Apple Store było by odwiedzający mogli “namacalnie” zapoznać się z najnowszymi produktami spod znaku nadgryzionego jabłuszka.
Podłączone do sieci stacje robocze miały nieograniczony dostęp do zasobów sieciowych i każdy mógł obejrzeć dowolne treści.
No właśnie miały, bo pojawiły się plotki, że niektóre salony firmowe blokują dostęp do popularnych w stanach portali społecznościowych, co ma na celu skończenie z “przesiadywaniem” osób zajmującym komputery demo tylko po to by sprawdzić pocztę lub czatować z przyjaciółmi.
„Nie blokujemy dostępu do Facebook’a” – usłyszała w słuchawce dziennikarka Caroline McCarthy w nowojorskim AS i to właśnie do tego Apple Store (Fifth Ave) poszła na pierwszy ogień. W pierwszym laptopie po wpisaniu adresu www portalu ukazała się jego strona, w drugim zaś Safari pokazał komunikat nadzoru rodzicielskiego i po chwili przekierowana została na stronę Apple.com.
Wygląda więc na to, że cały szum był sztucznie rozdmuchany, a Apple nie nakazało blokowania np. Facebook’a.
Za CNET